Udałem się o świcie na wykopki. Nic nie wskazywałby na to, że dzień minie mi na odzyskiwaniu wykrywacza metali oraz saperki. Wszystko zaczęło się jak zacząłem kopać i natrafiłem na metal. Gdy podniosłem blachę, to z pod niej wyleciała szarańcza szerszeni. Pierwsze co zrobiłem, to zostawiłem wszystkie swoje rzeczy i zacząłem uciekać. Niestety szerszenie nie dały za wygraną i ruszyły za mną. Myślałem, że będzie po mnie, ale dostałem niebywałej mocy i zacząłem biec szybciej i jeszcze szybciej, aż udało mi się zostawić szerszenie za sobą. Tylko jeden szerszeń – wydaje mi się, że był to jakiś sportowiec, nie dał mi spokoju i musiałem go zabić. Walczyłem z nim dobre 10 minut, ale okazałem się lepszy. Gdy już trochę odpocząłem musiałem jakoś wrócić po swoje rzeczy. Niestety szum latających szerszeni było dalej słychać. Po około godzinie wróciłem i odzyskałem rzeczy. Z powrotem biegłem ile sił w nogach, bo zdawało mi się że szerszenie ciągle mnie ścigają.
Jednak poszukiwanie skarbów bywa czasami zabawno-śmiertelne
haha Uśmiałem się czytając Twoją szaloną przygodę, w której znalazły się fragmenty przerażające. Bo co by było gdyby szerszenie Ciebie dopadły ? [*]
Nawet nie chcę sobie myśleć, co by było gdyby mnie dopadły. Przerażenie na mojej twarzy pewnie było widać z kosmosu.
Ja bym już raczej nie wrócił po swoje rzeczy. Chyba, że dopiero na drugi dzień w jakimś stroju przeciw szerszeniom. Ale ja to jestem strachliwy